Fallout 3 - recenzja.

O, jakiś RPG… Fallout, hmm, no zobaczmy” - tak się zaczęło. Nie grałem w jedynkę, ani dwójkę. Nie liczcie, że będę tutaj bluźnił nad tym, iż trójka to nie to samo i tym podobne. Nie byłem fanem cRPGów. Szczerze mówiąc nie grałem w ani jednego. Nowe doświadczenie, pierwsze najważniejsze wrażenie, strach, wsadzam płytę… oto moja recenzja gry Fallout 3 na konsolę Xbox 360

Ta piosenka jest fantastyczna! Jako, że w grze wita nas utwór “I don’t want to set the world on fire” pozwoliłem sobie zacząć recenzję od omówienia tego aspektu postapokaliptycznej przygody. Ciężko to ubrać w słowa, dlatego przywalę prosto z mostu: kocham wszystkie piosenki z tej produkcji. Wszystkie. Poczynając od “Way Back Home”, a kończąc na “Civilization”. Idealne melodie i słowa genialnie wpasowywały się w zwiedzenia zrujnowanego Waszyngtonu. Ale zaraz. Muzyka ta leci z radia. A jeśli radia nie słuchamy to co? To spotyka nasze uszy bardzo dobry podkład muzyczny. Niestety o ile w tunelach metra tajemniczo - psychodeliczne nuty są świetnie nagrane, to na powierzchni dźwięk wypada średnio.

Jak audio to audio, dobierzmy się do dźwięków broni i bohaterów. Pistolety, karabiny, wyrzutnie mini bomb atomowych i cała reszta arsenału brzmi należycie. Niestety jednak głosy postaci w polskiej wersji językowej są dobrane jeśli nie kiepsko to co najwyżej tak sobie. Najgorsza jednak u bohaterów była mimika twarzy, jej po prostu nie było… napotkani ludzie nawet się nie ruszali, a kiedy zaczynał się dialog czas stawał w miejscu. Tak więc mogłem sobie oglądać wszystkie zatrzymane kule, które leciały w moją stronę kiedy akurat nacisnąłem nie ten przycisk i rozpocząłem rozmowę z towarzyszem. Smutne.

Boże, jakie to ogromne, gdzie ja mam iść?! Kiedy wyszedłem z Krypty 101, po typowym samouczku, miałem już ustalone współczynniki i mniej więcej początkowe umiejętności gra rzuciła mnie na pustkowia. Rozejrzałem się w około po czym po prostu zatrzymałem się i nabrałem powietrza. Cudowne widoki rozpościerające się przede mną zaparły mi dech w piersiach. Tak szczęśliwy ruszyłem dziarsko przed siebie. Od razu złapałem sygnał Radia Enklawy w którym leciała straszna propaganda. Słuchało się jednak bardzo dobrze i co jakiś czas śmiałem się pod nosem. Idąc dalej, przy okazji brnąc w wątek fabularny, złapałem Radio Galaxy News. Skiba jako “Trzypies” (oryginalny cytat z gry) jest fenomenalny. Wypowiadane komentarze i newsy były naznaczone taką dozą humoru i świetnego akcentu na sarkastyczne miejsca, że pożegnałem się na dobre z radiem prezydenta Edena (Enklawy).

Ale niestety mimo mojego zachwytu widokami poczułem się rozczarowany. Z bliska bowiem wszystko wyglądało już mniej efektownie. Niektóre tekstury były kanciaste, inne całkowicie brzydkie, jeszcze inne się przenikały. A szkoda, bo pierwsze wrażenie było jak najbardziej słuszne. Nie mogę być jednak jednostronny. Wbrew wszystkiemu grafika w Fallout’cie 3 bardzo dobrze komponuje się z całością. I chwała za to twórcą. Inaczej zmuszony byłbym zagłębiać się dalej. Nie mam jednak na myśli, że celowo pozostawiam jakieś niedociągnięcia bez komentarza. Nie, po prostu innych nie zauważyłem.

Głowa, ręka, noga… Jezu Chryste! Mimo, że gra jest cRPGiem duża część zabawy to typowa młócka. Nie ma co zaprzeczać. Strasznie dużo strzelamy. Gęsto i często. A żeby z dzieła Bethesdy nie zrobiła się typowy FPS dodano system V.A.T.S.. System ten to nic innego jak aktywna pauza podczas której mamy określoną liczbę punktów akcji i możemy dzięki temu wybrać część ciała przeciwnika w którą chcemy strzelić, a gra pokazuje nam prawdopodobieństwo trafienia w procentach (w oparciu o odległość celu, jakość broni oraz umiejętności bohatera). Wszystko pięknie, wszystko ładnie. Kiedy jednak zabiłem kilku przypadkowych ludzi na pustkowiach poczułem lekkie obrzydzanie. Oni się wręcz rozlatują. Praktycznie każda część ciała może oderwać się od reszty. Efektowne zbliżenia na odpadającą głowę super mutanta pozostanie w mej pamięci na bardzo długi czas. Warto teraz nadmienić, iż w omawianej produkcji możemy poruszać się w widoku z pierwszej osoby lub z trzeciej. Nie polecam drugiej opcji gdyż bohater wygląda jakby się ślizgał na lodzie…

AAA, nie teraz ty głupia… broń lubi się psuć. Co więcej wygląda na to, że lubi to robić. Ale od czego są nasze zdolności, które możemy rozwijać? Tak więc kiedy już mamy już wysoki “skill” i co najmniej dwa egzemplarze danej broni możemy zabrać się za naprawę i z dwóch poniszczonych, zrobić jedną mocną. Więcej, da się tworzyć własne broni, jednakże najpierw musimy zdobyć schemat i potrzebne części.

Ona ma atak serca… znudzony głos naszego ojca zwiastuje nam śmierć matki. Mówiłem przecież, że polonizacja jest słaba. Rodzimy się w Krypcie 101. Na zewnątrz jest za duża radioaktywność by żyć. Dorastamy, a kiedy osiągamy wiek dziewiętnastu lat dzieje się rzecz dziwna. Nasz ojciec James po prostu ze schronu sobie ucieka. My pchani nie tyle co poczuciem ciekawości, a zwiastunem szybkiej śmierci w wypadku pozostania ruszamy za naszym kochanym papą. I tak oto rozpoczynają się nasze przygody na Stołecznych Pustkowiach. Sam wątek fabularny jest bardzo dobry. Niesamowicie spodobała mi się opowiedziana historia, pełna dwuznaczności i naszych wyborów. Najbardziej jednak spodobało mi się to, że autorzy potrafili sprawić, iż walka w imię szczytnych celów na prawdę mi się podobała i była satysfakcjonująca. Można jednak być nadal tym złym psim synem. Bo to przecież cRPG!

Przez Fallouta 3 pokochałem ten gatunek gier. Nie mówiąc już o wątku fabularnym, ale zważając na zadania poboczne. Ich ilość może i nie jest bardzo oszałamiająca, ale wielowątkowość i świetne pole do popisu dla gracza sprawiło, że przeszedłem grę trzy razy i nadal nie mam dość. Ukradniemy Delkaracje Niepodległości, odwiedzimy Miasto Ghuli, będziemy kłócić się ze snobami w pewnej wieży. A to tylko niewielki ułamek tego co oferuje nam gra. Doprawdy ciężko mi wyrazić ogromny zachwyt i moją pochwałę dla zadań. Wszystkich, i pobocznych, i głównych. Co najlepsze mamy system karmy. Możemy więc być źli, dobrzy, neutralni, a to wszystko wpływa na nasze relacje z bohaterami pobocznymi. Cudownie, po prostu cudownie.

Moje zachwyty i rozpuszczanie się nad grą są wynikiem pierwszej miłości. Pierwszej miłości, którą jest Fallout 3. Wspaniały RPG do którego mam cały czas ochotę powrócić. Och, jak pragnę poznać kolejne przygody opisane w DLC! Skromna ocena:

8,5/10

Z punktu widzenia Slowika:

Fallout 3 z początku nie bardzo mi się spodobał. Ohydna pełna polonizacja wywoływała u mnie obrzydzenie, a grafika nie przyciągała zbytnio do ekranu. Po krótkim czasie ujrzałem jednak wspaniały, absolutnie wciągający klimat post apokaliptycznej Ameryki. Ciekawe zadania poboczne, nie najgorszy wątek główny sprawiły, że gra przyciągnęła mnie długie godziny. Jednak gra zawiera wiele wad. Przede wszystkim okropna polonizacja. Gdy dwudziesta postać miała ten sam głos, bo Cenedze było żal trwonić funduszy na dodatkowych aktorów, byłem gotowy wyciszyć głośniki. Kolejna wada to słaba grywalność w trybie TP. Jakiekolwiek strzelanie jest bardzo utrudnione, a walka w zwarciu prawie niemożliwa. Na dodatek zauważamy wtedy, że nasza postać sunie zamiast po ludzku iść. Następną wadą jest nużący po pewnym czasie system V.A.T.S. Pod koniec gry prawie go nie używałem, bo nie mogłem patrzeć na cały ten interface.

Moja ocena to: 6,5/10

One Response to “Fallout 3 - recenzja.”

  1. Text niezły, można było jeszcze napisać, że główny wątek gry to ok. 5-6h (tak było w przypadku wercji PC, dopiero od dzisiaj jestem dumnym posiadaczem werjsi na X’a). Pozdrawiam

Pozostaw dla nas komentarz