Mini- recenzja nowej kampanii Left 4 Dead- Crash Course

Left 4 Dead- czyli świetny multi FPS wyprodukowany przez Valve. Mijały dni, pojawiła się zapowiedź Left 4 Dead 2, pojawiły się gameplay’e i pojawił się bojkot. Twórcy obiecali jednak, że nie zaprzestaną wspierania pierwszej części. Jednym z, miejmy nadzieję wielu dodatków jest Kurs Kolizyjny- nowa, piąta kampania, mająca swój “czas akcji” pomiędzy kampaniami Bez Litości i Liczba Zabitych.

Najmilszą niespodzianką jest niewątpliwie fakt, że posiadacze PC otrzymają kampanię za darmo. Posiadacze konsoli Micro$oftu zapłacić muszą 560 MSP. A więc Bill, Francis, Zoey i Louis po raz kolejny będą musieli przedzierać się przez hordy zombie do pojazdu, którym uciekną. Tym razem akcja przenosi nas do magazynów niedaleko miasteczka Riverside, czyli miejsca akcji Death Toll.

I od nowa!

Niestety, jeśli marzyliście o mapach z prawdziwego zdarzenia i akcji godnej pozostałych kampanii, srogo się zawiedziecie. Lokacje są długie, nudne i irytujące. Crash Course składa się z całych dwóch rozdziałów, z czego jeden trwa około 15- 20 minut. Jakże miałem ochotę uderzyć myszką o monitor, kiedy byliśmy na jakieś pięćdziesiąt metrów przed kryjówką. Wszyscy się już cieszyliśmy, aż tu nagle horda, która niestety jakimś cudem wygrała. Ehhh….
Na szczęście to, co najważniejsze, czyli krwawa jatka jest jak zwykle świetna i nie zachwieje tego nawet kiepska mapa. Chociaż…..dwa Tanki i trzy Witch w jednym rozdziale? Nie bez powodu nazywają się oni Specjalnymi Zarażonymi, by dawać ich teraz tak często.
Broń jest tutaj rozdawana praktycznie na każdym kroku. Nawet wtedy, kiedy jej nie potrzebujemy, znajdą się jakieś miejsca, w których biedny karabin szturmowy i strzelba automatyczna są omijane…bo już je mamy i mamy do nich amunicję!

“Czep się tramwaju, kolego…grunt, że jest”

Przy oddzielaniu głów zombie od ich ciał towarzyszy nam całkiem przyjemna muzyczka. No, teraz mogę to powiedzieć- wymieniłem wszystkie zalety dodatku. Całość wygląda, jakby była zrobiona na bardzo ograniczonym edytorze. Widać, że Crash Course tworzone było w pośpiechu, na “odczep się”. Oczywiście, można się cieszyć. W końcu kampania jest za darmo, więc jeżeli chodzi o jakość powinniśmy milczeć. I właśnie za “cenę”  dodam do oceny jeden punkcik.
Rozumiem, że Valve aktualnie pracuje nad drugą częścią Left 4 Dead. Ale moim zdaniem, żeby złagodzić spór (którego już właściwie nie ma) posiadacze jedynki powinni otrzymywać dodatki o wiele lepszej jakości. Nie bez powodu daliśmy za to 140 złotych, żeby potem karmiono nas takim czymś, prawda?

Podsumowując, otrzymaliśmy marny dodatek, ale to jednak zawsze coś. Owe “coś” otrzymuje ode mnie:

6/10

One Response to “Mini- recenzja nowej kampanii Left 4 Dead- Crash Course”

  1. Kurczę... artykuł wisi na stronie już tak długo, a jeszcze nikt go nie skomentował?
    A co Ty sądzisz o tym, co napisałem?

Pozostaw dla nas komentarz