Seria dziwacznych morderstw w Stanach. Podobna zbrodnia we Francji. Martwi ludzie pozawieszani na hakach. W pobliżu ciał znajduje się XVIII- wieczna laleczka. Agentka FBI- Nicole Bonnet wyrusza do Paryża w celu ujęcia psychopatycznego mordercy i powstrzymania go przed kolejnymi makabrycznymi zbrodniami…
Zapraszam Was do przeczytania recenzji Art of Murder: Klątwa Lalkarza- kontynuacji Art of Murder: Sztuka zbrodni.
Fabuła:
Może Was zaskoczę, a może nie, ale fabuła jest dobra(!). Naprawdę. Ba, w porównaniu z innymi “hitami” CI można również przyznać, że jest ona świetna, ale o tym później. Wcielamy się w postać 29- letniej kobiety- Nicole Bonnet. Naszym zadaniem we Francji (nie jest to jedyny kraj, jaki przyjdzie nam odwiedzić) jest odnalezienie i schwytanie tytułowego Lalkarza- mordercę, który likwiduje swoje cele w oryginalny sposób. Mianowicie, wiesza ciała na haki i ustawia w jakiejś pozycji (dlaczego nie ma KRWI?) Oczywiście, jak to często bywa, wszystko i wszyscy są przeciwko nam, dlatego też na własną rękę musimy złapać okrutnego zbrodniarza. Wraz z postępem w grze i poznawaniem jej fabuły (historia sięga do dość dalekiej przeszłości) może wydać nam się troszkę pogmatwana, ale na szczęście wszystko w końcu się wyjaśnia. Całej tej intrydze nie mam nic do zarzucenia, zwłaszcza że są w niej nawet nieoczekiwane zwroty akcji (WHOA).
Audio:
Pora sprawdzić, jak w tej taniej przygodówce mają się dźwięki. Właściwie to nic specjalnego, kilka mrocznych meldoyjek w głównym menu oraz podczas gry w tle. Chociaż szału z tym wszystkim nie ma, to muzyka ta jest naprawdę nastrojowa i klimatyczna.
Pomimo że jest to gra polskich autorów, mamy tutaj do czynienia z kinowym spolszczeniem. Ja się z tego powodu cieszę. Gdyby próbowano zdubbingować, znowu nie trafiono by z głosami dla postaci, a tak to wszystko w porządku (ach polskie dubbingi [Alone in the Dark]). Wracając, dźwięki w porządku, bo czego tu wymagać od tego typu gry?
Grafika:
Podobnie, jak w większości przygodówek. Lokacje zrobione są w 2D, a poruszanie się postaci i w ogóle ich bycie zawdzięczamy silnikowi z gry Syberia (to była gra!). Przyjdzie nam zwiedzić kilkanaście lokacji we Francji, Hiszpanii oraz na Kubie. Wszędzie możemy obserwować naprawdę dobre ich wykonanie. Od czasu do czasu pojawiają się jeszcze sekwencje filmowe i one również robią wrażenie.
Zauważyłem taką fajną rzecz w modelu postaci Nicole. Niezależnie od sytuacji, czy grozi jej zawalenie się nad nią sufitu, złapanie przez mordercę czy też po prostu siedzenie sobie w bezpiecznym hotelu, ona zawsze delikatnie się uśmiecha. Widać ma świetny dzień , no a co? W końcu ściga seryjnego mordercę bez niczyjej pomocy.
Rozgrywka:
W AoM gra się dość przyjemnie, nie licząc kilku irytujących zagadek. Są też zagadki łatwiejsze. Dużo łatwiejsze. Serio, spodziewałem się czegoś lepszego, a przez to musiałem…zajrzeć do poradnika (TAM TAM TAM, tak moi drodzy, nie jestem weteranem przygodówek), jak się okazało, rozwiązanie było proste i sensowne. Jest tutaj troszkę łażenia i wszystko trzeba robić według ustalonej kolejności, gdyż później po prostu nie będziemy mogli wykonać jakiejś czynności, bo: albo coś jeszcze nie działa, albo bohaterka nie wie i nie chce nic zrobić (a niech ją).
Ach, nie ma to jak ten super trend w grach wydłużający rozgrywkę, ale już nieco irytujący. Na przykład: dostaliśmy zadanie naprawy motoru. Przebitą oponę zanosimy do mechanika. On nam mówi, że ma już pełne ręce roboty, i że musimy mu pomóc. No i jak się okazuje, jego jedyną pomocą było użyczenie jednego czy dwóch sprzętów(HURA). Nie no, ale zawsze to jakaś pomoc.
Muszę przyznać, że niektóre zagadki zatrzymały mnie i potrafiłem nie grać przez kilka dni, jednak w końcu się przemogłem, bo naprawdę chciałem poznać zakończenie.
Podsumowanie:
Czas podsumować grę w mojej jakże niedługiej recenzji. Jest to przygodówka point & click z dobrą, wciągającą fabuła. Większość zagadek jest dosyć łatwa, dlatego bardziej polecam ją niedzielnym graczom(nie, nie casualom). Klimatyczne, przygnębiające dźwięki dodają nastroju. Grafika to lokacje 2D, ale wygląda to całkiem dobrze. O wiele lepiej prezentują się sekwencje filmowe. Widać, że City interactive starało się zrobić dobrą, ale i niedrogą grę. Udało im się. Gdyby tylko nie poskąpili budżetu, na pewno wyszłaby im świetna gra, która na zachodzie zbierałaby super oceny i sprzedawały się. Cóż, teraz można już tylko gdybać, Art of Murder to naprawdę dobra gra. Brawo panowie (i panie) z City Interactive!
8/10
Wczytywanie...
Kurczę... artykuł wisi na stronie już tak długo, a jeszcze nikt go nie skomentował?
A co Ty sądzisz o tym, co napisałem?