
O najnowszej polskiej produkcji stworzonej przez Techland mówiono już chyba wszędzie, gdzie się dało. Właściwie na jaką bym to stronę nie wszedł, wszędzie coś o tym było (nawet onet i wp). Recenzji tej gry nie mogło zabraknąć również tutaj. Zapraszam do przeczytania (kolejnej) recenzji Call of Juarez: Więzy Krwi!
Mamy rok 1864, trwa wojna secesyjna. Bracia Ray i Thomas McCall walczą po stronie Południa. Dezerterują, gdyż groziła im strata rodzinnej farmy w Georgii. Po jakimś czasie ścigani za dezercje przez pułkownika Barnsby’ego bracia postanawiają uciec do Meksyku, odnaleźć legendarny skarb Juarez. W czasie poszukiwań poznają kobietę- Marisę, i oboje się w niej zakochują. Tak w skrócie można opisać fabułę tejże gry. Jest ona naprawdę ciekawa i gdyby nie fakt, że grałem w pierwszą część (dla niewtajemniczonych- Więzy Krwi dzieją się przed pierwszą częścią) zakończenie zaskoczyłoby mnie.
Historia jest bardzo ładnie opowiedziana, przed każdym rozdziałem możemy obejrzeć historyjkę w formie rysunków oraz wysłuchać monologu jakiegoś bohatera (przeważnie jest to William- trzeci z braci McCall).
No i dialogi. Rozmowy w grze są bardzo fajne, czasem zabawne. Zwłaszcza przy kłótniach braci podczas strzlenin. Szkoda, że jest ich tylko kilka i powtarzają się one właściwie co 10-15 minut.
Zapomniałem dodać, że strzelanie jest tutaj bardzo przyjemne. Wystarczy właściwie tylko jeden strzał, aby pozbyć się wroga. No i jest tutaj trochę tych rewolwerów, strzelb, snajperek…
Brawa dla Techlandu za system osłon! Jest on nie tylko innowacyjny, ale i bardzo przydatny. Właściwie nie wyobrażałem sobie przejścia jakiegoś etapu bez schowania się i regeneracji zdrowia. W przypadku, gdy gramy Ray’em co prawda rzadziej nam się będą one przydawały, ponieważ szybciej, więcej i celniej likwiduje przeciwników.

Jak już zapewne wiecie, przed większością rozdziałów mamy możliwość wyboru bohatera. Specjalnie się oni nie różnią, jeden może się po prostu wspinać, używać noży i łuku, lepiej korzystać ze strzelby. Drugi zaś korzysta z dynamitu i może dzierżyć dwa rewolwery naraz (no i jeszcze Gatlinga). Zależnie od wyboru postaci rozdział będzie wyglądał nieco inaczej. Jeden eliminuje na odległość, drugi robi rozpierduchę z bliska i ułatwia nam strzelanie headshotów.
Różnią się także Trybem Koncentracji. Jednym spowalniamy czas, szybko namierzamy wrogów i strzelamy. Drugim nie musimy już celować, naszą robotą jest tylko strzelanie. Trzeba szybko z naciśniętym lewym przyciskiem przejeżdżać myszką w dół i w górę, w dól i w górę…(Czasem rodzinka patrzyła się na mnie dziwnie podczas korzystania z tego drugiego trybu i tak, to naprawdę wygląda dziwnie.)
Niby są dwie grywalne postaci, niby jest multiplayer. Ale co z tego, jeżeli nie ma kooperacji?! W takiej grze…Ogromny żal. To tak jakby….jakby….w Modern Warfare nie było multiplayera!
W niektórych recenzjach czytałem, że czepiano się animacji postaci. Nie wiem dlaczego. Twierdzono, że poruszają się sztywno i nienaturalnie. Cóż, ja nic takiego nie zauważyłem. Właściwie to wiele gier nie ma idealnych animacji.
Jeżeli chodzi o grafikę, to trzeba przyznać, jest wspaniała. Duża przestrzeń i ładne modele postaci. Przy jazdach konnych po górach spojrzałem sobie na chwilkę tu i tam, aby podziwiać widoki.
Audio w grze jest bardzo dobre. Idealnie pasuje do aktualnej sytuacji. Kiedy na ekranie dużo sie dzieje, strzelanie, wybuchy, muzyka jest szybka i głośna. Kiedy zaś akcja nieco ustaje, słyszymy nuty wolniejsze. Do pudełka z grą dołączony jest soundtrack i bardzo się z tego powodu cieszę.
Sama gra jest dosyć liniowa. Aby nieco ją urozmaicić dodano zadania poboczne, za które dostaniemy trochę pieniędzy, oraz sekrety, których należy szukać. Przeważnie te sekrety to po prostu jakieś artworki, zdjęcia. Jeżeli chodzi o zadania poboczne, to nie ma ich za wiele i większość punkt kulminacyjny ma identyczny.
Misje główne dla odmiany są zróżnicowane. W jednej okrutna strzelanina, w której wróg pojawia się z każdej strony, po chwili płyniemy sobie łódeczką, gdzie indziej jeszcze jazda konna i ochrona konwoju.
Po przejściu większości rozdziałów pojawia się coś w rodzaju walki z bossem, czyli pojedynek na rewolwery. Tak, to było świetne. Przez kilkadziesiąt sekund łażenie w kółko i wymiana spojrzeń, a po usłyszeniu dźwięku natychmiastowe chwycenie za broń…i strzał. Pojedynki takie pojawiały się często, ale nigdy mnie nie znudziły, ani nie zraziły, gdy musiałem powtarzać po raz piąty.
A poznaliście się już z końmi? W Więzach Krwi są to po prostu żywe tarany. To rzeczywiście jest okrutna abstrakcja i minus tej gry. Biedne konie, które muszą zniszczyć budynek, bo jaśnie państwo Ray, Thomas i William chcą gdzieś uciec. No ale rzeczywiście, ten rozdział wyszedł ludziom z Techlandu marnie, gdyż później jesteśmy zmuszeni siedzieć w dyliżansie i bez możliwości poruszania się ostrzeliwać ścigających nas oponentów.
Teraz trochę o liczniku czasu. Na średnim poziome, zaliczając większość zadań pobocznych przejście gry zajęło mi pięć i pół godziny. Niby krótko, ale nie są w tym liczone filmiki (które zresztą obejrzałem wszystkie, a jest co oglądać) oraz czas zerowany jest do ostatniego chekpointa, kiedy zginiemy. Jakby to zsumować to może te 8 godzin by wyszło. Poza tym zawsze można przejść każdy rozdział drugim bratem.
Do omówienia został nam jeszcze tryb multiplayer. Zdążyłem już pograć kilka godzin i, pomimo że kilka razy zostałem wyrzucony z serwera (przez słaby ping) , to spodobało mi się. Mamy do wyboru kilka map (są one bardzo duże i szczegółowe, możemy sobie wejść do prawie wszystkich budynków) i pięć trybów: Gang(team deathmatch), strzelanina(deathmatch), ścigany, obława i Legendy Dzikiego Zachodu. Szczególnie podoba mi się ten ostatni tryb. Jedna z drużyn ma do wykonania jakieś zadanie, a druga musi przeszkodzić, ba nawet zapobiec jego wykonaniu przez drużynę pierwszą. Innowacyjną rzeczą jest tryb nagród. Na początku za każdą zabitą przez nas postać można dostać 100$. Gracz, który zabije innego, zamiast 100$ jest warty, dajmy na to 110$ i jeżeli wtedy my go zabijemy, dostajemy 110$. Zarobione pieniądze można wydać na udoskonalenie swojej postaci lub odblokowanie ośmiu innych. Klas jest aż trzynaście, ale na początku mamy tylko pięć.
Multi ma jak narazie tylko jedną wadę. Coś się dzieje z tymi serwerami i właściwie w 80% przypadków nie było mi dane dokończyć sesji. Mam nadzieję, że zostanie to szybko naprawione i bez żadnych obaw będę mógł się cieszyć grą sieciową.

Podsumowując, Call of Juarez: Więzy Krwi to bardzo dobry FPS. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, ze był to najlepszy polski First Person Shooter, z jakim miałem okazję się spotkać. Mocną stroną gry jest na pewno muzyka i grafika. Fabuła również dobra, ale niestety, ja już większość rzeczy wiedziałem (ach, te uroki prequeli). Zadania zróżnicowane i w większości przypadków udane. POJEDYNKI!!!!
Do wad mozna zaliczyć jeden rozdział (tak, ten z końmi i dyliżansem), wykopujący multi(no cóż, takie hosty). Gra mogłaby też być dłuższa, no ale cóż. I wielka, WIELKA strata, czyli brak trybu kooperacji.
Więzy Krwi są, jakie są, ale według mnie gra zasłużyła na ocenę:
8.5/10
Wczytywanie...
Wahałem się z zakupem. Ale teraz już wiem, że warto pokazać, że jest się prawdziwym Polakiem. W poniedziałek do sklepu
Ach pojedynki, nie mogę się doczekać.