Trzeba przyznać, ostatnia część NFS’a- z podtytułem Undercover, nie spełniała wymagań, jakie postawili gracze. Właściwie już po Carbonie gry spod stajni EA zaczęły zbierać średnie oceny. Jako fan tej, jakże popularnej serii wyścigów, na wieść o nowej części tworzonej przez inne studio miałem mieszane uczucia. Z jednej strony Slightly Mad, mało znany deweloper, z drugiej fakt, że gorzej i tak już być nie mogło. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na Shifta i…..
Jestem zachwycony. Ta gra to prawdziwa pierwsza liga wśród ścigałek. Jeżeli ktoś miał wątpliwości to teraz, w dniu premiery może przekonać się, że Shift jest świetny. Razem z DiRT-em 2, której to pecetowa wersja pojawi się w grudniu, może walczyć o tytuł gry wyścigowej roku (najpewniej na PC, bo na konsole wychodzą jeszcze exclusive’y- Forza 3 na X360 oraz GT 5 na PS3) . Dobra, czas omówić elementy, za które gra jest chwalona, a także te, które irytują.
Witajcie hardkorowcy i…casuale?
Największą zmianą, jakie nowe studio postanowiło wprowadzić do nieco podupadłej serii, jest klimat gry. To znaczy, że nie ścigamy się już na ulicach, nie uciekamy przed policją, nie zdobywamy szacunku na dzielni(wyjątkiem był tylko ProStreet), a jeździmy na licencjonowanych trasach. Ponadto w poprzednich częściach była to zręcznościówka, teraz natomiast mamy do czynienia bardziej z symulacją. Ale nie martwcie się, niedzielni gracze! Nadzieja jeszcze jest, gdyż ustawienia mogą ulec zmianie. Możemy włączyć różne pomoce, zmniejszyć poziom inteligencji przeciwników, a także zautomatyzować skrzynię biegów. Twórcy próbowali jakoś poszerzyć grono graczy, do których Shift będzie trafiał. Całkowitym niedzielniakom niestety odradzam, nie jest to aż takie łatwe.
5 gwiazdek, jesteś PRO!
Bardzo często w grach wyścigowych rządzi zasada “wygraj albo zgiń”. Tutaj na szczęście tego nie ma, gdyż zwyciężyć nie jest łatwo. Zwycięstwo w najnowszym NFS-ie uznawane jest nawet wtedy, gdy wyścig ukończymy na trzecim miejscu.
W każdych zawodach możemy wygrać określoną liczbę gwiazdek. Gwiazdki zbiera się po to, aby móc dostać się do kolejnych poziomów, w których to pojawiają się kolejne, nowe wyścigi. Przyznawane są nam gwiazdki za podium (za pierwsze miejsce trzy, za drugie dwa, za trzecie jeden), później otrzymujemy je za zdobycie odpowiedniej ilości punktów, która jest sumą punktów kierowcy precyzyjnego i agresywnego, a także jedną gwiazdkę za wykonanie określonego zadania na torze (osiągnięcie wyznaczonej prędkości, czyste przejechanie okrążenia, albo- uwaga- staranowania przeciwników!).
Jak już napisałem, po każdym ukończonym wyścigu przyznawane są nam punkty do poziomu kierowcy. Są zagrania precyzyjne, takie jak czyste przejechanie okrążenia, wyprzedzenie przeciwnika bez kontaktu lub trzymanie się linii przejazdu. Są także zagrania agresywne, czyli wypchnięcie przeciwnika z toru, albo blokowanie go, żeby utrzymać pozycję. Awans na kolejny poziom owocuje między innymi dodatkowymi pieniędzmi i miejscem na samochód.
BMW, Ford, czy Nissan?
O dziwo w najnowsza odsłona NFS nie ogranicza się jedynie do kilku rodzajów wyścigów. Na każdym szczeblu jest bardzo zróżnicowanie i raczej nie powinniśmy się znudzić. Jest zwykły wyścig, drift, hot lap polegający na przejechaniu okrążenia w określonym czasie, określonym samochodem; time attack- bardzo podobny do hot lap, choć różnica jest taka, że tutaj ścigamy się z przeciwnikami, którzy również odnotowują czasy. Możliwe jest także ściganie się dwóch kierowców w pojedynku samochodów. Słowem, jest tego dużo, a więc skończę już wykład o trybach.
Do każdego wariantu potrzebny nam będzie specjalny samochód. To znaczy, jeżeli wybieram drift, muszę też wybrać samochód przystosowany do driftu. Ogółem do wyboru jest sporo aut: Chevrolet, Lamborghini, Mazda, Porsche, Mercedes itd. Razem jest ich około sześćdziesiąt.
Oczywiście pomimo zmiany klimatu serii nadal możemy dopieszczać nasze auto poprzez liczne detale. Od koloru samochodu, przez modyfikacje hamulców i przyspieszenia, a na elementach aerodynamicznych kończąc. Oprócz takich ustawień możemy także pogrzebać w nastawach pojazdu. Sam oczywiście się na tym nie znam i dlatego nic tam nie ruszałem, ale dla obeznanych w temacie to na pewno fajna możliwość.
Jest się też na czym ścigać. Osiemnaście tras, w tym m.in. Spa Grand Prix, Willow Springs lub Road America. Każdy tor przejeżdża się zupełnie inaczej. Na niektórych wygrać można z łatwością, ale trudniej jest już na takim Spa, gdzie trasa w niektórych momentach jest prosta i szybka, by chwilkę później napadł na nas ostry zakręt i za nic nie udaje mi się tam wygrać.
Nieźle wygląda i miło się słucha
Oprawa wizualna prezentuje się bardzo dobrze, ale nie rewelacyjnie. Kokpitom we wnętrzach aut nie mam nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie, wyglądają one świetnie, natomiast cała reszta, tak jak już pisałem, takie mocne osiem na dziesięć.
Muzyka również nie powala, bo mało znanych artystów, ale każdy utwór pasuje do wyścigu i miło się jeździ słuchając ich. Ku mojemu zaskoczeniu na liście piosenek znalazł się “Pull up” autorstwa Jamala. Osobiście nie przepadam za tego typu muzyką, ale bardzo miło, że jest jakiś polski akcent.
“…to ja pójdę do toalety.”
Wadom postanowiłem poświęcić osobny akapit. Największą niewątpliwie jest czas ładowania wyścigu. W praktyce wygląda to mniej więcej tak: wybieramy samochód, wyścig, uruchamiamy i…. idziemy teraz nastawić sobie wodę na herbatę lub kawę. Wczytywanie trwa około minuty i kiedy ścigamy się w serii, wybija to nieco z rytmu.
Kolejnym ważnym mankamentem jest inteligencja przeciwników. Zdecydowana większość punktów, jakie zdobyłem, to były punkty precyzji. Staram się jeździć jak najmniej agresywnie, ale przy każdym manewrze wyprzedzania jestem wrednie wypychany, po czym albo ślizgam się przez 10 sekund, albo po prostu wypadam z trasy. Po pewnym czasie to irytuje, zwłaszcza na długim torze, na ostatnim okrążeniu.
Powrót króla?
Czy faktycznie najnowsza odsłona bardzo popularnej serii wyścigów ma prawo z powrotem wieść prym na rynku wyścigówek? Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, ponieważ nie jest to już ten sam Need for Speed, jakiego znaliśmy przedtem. Względem poprzedniej części- Undercover, wzrost jakości jest ogromny. Bardzo miło będę wspominał grę w Shifta, pozostawia on po sobie niesamowite wrażenia, nawet pomimo wad. O ile czasy ładowania jakoś można by zdzierżyć, to wiecznie chamskie zachowanie przeciwników denerwuje. Duża różnorodność wyścigów oraz widok z kokpitu sprawiają, że bolączki schodzą na dalszy plan.
Dzieło debiutującego Slightly Mad otrzymuje ode mnie:
8,5/10
Wczytywanie...
Witam !
Zgadza się - nawet dałbym te 9 na 10.Czekałem na tę grę bardzo długo i powiem śmiało i otwarcie - ta gra będzie wam się śnić po nocach. Jeżeli ktoś grał w GT 4 i Most Wanted to koniecznie musi spróbować Shifta. Osobiście uważam, że Shift ma w sobie coś bardzo ściśle technicznego ;)Si nie grzeszy inteligencją to fakt, ale sama jazda i chęć zdobywania laurów na każdej trasie i w każdych zawodach jest przeogromna. Pomijam już efekty wizualne i grafikę. Powiem wam jeszcze tylko tyle, że żona o mały włos mnie z domu nie wyrzuciła jak przesiedziałem przy konsoli prawie dwie doby non stop przy Shifcie
To taka moja konkluzja, bądźcie obiektywni bo nie wszyscy lubią NFS.