Heavy Rain to kolejna gra na wyłączność Playstation 3 i wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejna udana produkcja, która ma szansę stanąć w szranki do boju o tytuł Gry Roku 2010. Za wcześnie na takie założenia? O nie, po tym co zobaczyłem mogę mieć pewność. Już w lutym. Warto nadmienić, że Heavy Rain często nazywana jest interaktywnym filmem. Z braku lepszego pomysłu, mogę przyklasnąć na tę nazwę. Jak się bawiłem przy demie? Dobrze. I bardzo chętnie podzielę się wrażeniami.

W wersji demonstracyjnej miałem okazję zagrać w Samouczek, scenkę o nazwie “Melina” oraz “Śledztwo”. Samouczek to nic innego jak zagłębienie się w sterowanie. I tutaj pierwsze zaskoczenie. Naszego bohatera trzeba napędzać, niczym wozy w GTA IV, wciskając R2. Głupie? No dobrze, zastanówcie się co częściej robicie. Rozglądacie się czy chodzicie? Właśnie! Już nie musimy przekręcać całego ciała, by popatrzeć w daną stronę. Funkcję chodu i głowy zostały rozdzielony i tak lewy drążek to machanie łepetyną protagonisty. Dalej zostało mi wytłumaczone, że prawy drążek służy do wykonywania wszelakich czynności zaznaczonych strzałką, a żyroskop w tej grze to podstawa. Na końcu zostałem uświadomiony, iż będę musiał się namęczyć bo produkcja serwuje mi wciskanie kilku przycisków na raz. Przygotowany ruszyłem dalej.
W scenie “Melina” miałem okazję zagrać detektywem Scottem Shelby (widocznym na obrazku u góry). Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wyśmienita grafika, która przy samouczku, aż tak się nie uwydatnia. Poziom tekstur otoczenia jest ponadprzeciętny, a modele są prawie tak dobre jak te w Metal Gear Solid 4. Prawie, ponieważ czasami animacja kuleje, a detektyw nie wiedzieć czemu dostaje żółwiej szyi. Nie zrażony przekupiłem recepcjonistę, aby dowiedzieć się gdzie jest kobieta, którą miałem przesłuchać. Znalazłem ją, po krótkiej dyskusji zdołałem nakłonić do rozmowy i… no właśnie. Krótka rozmowa z matką zamordowanego chłopaka sprawiła, że gorączkowo zastanawiam się jak do tego mogło dojść, kim jest zabójca i dlaczego to robi. Kilka minut wystarczyło bym wpadł w historię po uszy i nie potrafił się wydostać. Czas się skończył i musiałem wyjść. Okazało się jednak, że dane mi będzie wrócić do mieszkania prędzej niż mi się wydaje. Jakiś drab napastuje biedną niewiastę, więc trzeba jej pomóc. I tutaj kolejne zaskoczenie. Jeśli mam być szczery, walka na pięści w Heavy Rain dała mi więcej emocji niż niejedna potyczka w grze traktującej o obijaniu mordy. Naprawdę, adrenalina podskoczyła. Nie bez problemów pokonałem natarczywego mężczyznę i przyjmując podziękowania opuściłem mieszkanie już na dobre.

W scenie “Śledztwo” wcieliłem się w agenta FBI - Normana Jaydena. Ten uzależniony od narkotyków “federuch” pozwolił mi obejrzeć ciało zamordowanego chłopca, wdrapać się na górkę i później się z niej ześlizgnąć oraz pomknąć na deszczu. Wszystko tak samo dobrze i ciekawie jak w przypadku detektywa. Z tym wyjątkiem, że Norman ma takie fajne coś co się zwie ARI i jest rozszerzeniem widzianej rzeczywistości. Polega to na tym, że zakłada się specjalne okulary i specjalną rękawiczkę. Wciskamy przycisk i ukazują się wszystkie ważne poszlaki. Teraz wystarczy tylko do nich podejść i Norman powie nam coś ciekawego na temat znaleziska. Nie powiem, trochę to prostackie bo sprowadza się do chodzenia w kółko i klikania na podświetlone rzeczy, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. W tej grze chodzi o postacie i fabułę.

Słów kilka o polonizacji. Chyba pierwszy raz w życiu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Polska wersja jest lepsza od Anielskiej. I to bez dwóch zdań. Nareszcie nie muszę się wstydzić i psioczyć! Chociaż słysząc detektywa Shelby’ego miałem wrażenie, że zaraz krzyknie “Ładna przemowa Emonie!” - wtajemniczeni zrozumieją.
Podsumowując. Heavy Rain zapowiada się znakomicie i po tym co zobaczyłem jestem pewien, że takie będzie. Do premiery już niedługo. Liczę dni.
Wczytywanie...
Kurczę... artykuł wisi na stronie już tak długo, a jeszcze nikt go nie skomentował?
A co Ty sądzisz o tym, co napisałem?